Kocham.

I już 🙂

Reklamy

Comments (1) »

Inaczej sobie t…

Inaczej sobie to wszystko wyobrażałam.

Wielka miłość kojarzyła mi się zawsze z szałem, zapomnieniem o całym świecie, wpatrzeniem się w jedną osobę i nie widzenie świata poza nią. Jakieś motyle w brzuchu, wielkie wyznania, romantyczne gesty. Tylko jakoś nigdy czegoś takiego nie było. Ani w  moich przeżyciach, ani w obserwacjach. Wszystko zawsze wygląda tak trywialnie do tego kłótnie, fochy. W zasadzie to inwestycja trochę trefna.

A teraz powoli przychodzi mi konfrontować swoje stare wyobrażenia z nową rzeczywistością. Zajechał mi drogę książę na żelaznym rumaku i porwał wszystkie moje myśli w sobie tylko znane strony. Powoli powolutku coś kiełkuje. Ale strach myśleć o owocu, jak pączki kwiatów są takie ogromne.

Raz, pierwszy, stwierdziłam, że co mi zależy. Przeszło mi przez myśl… to może być to, pogadajmy! Z rozmowy do rozmowy i do kolejnej mijał czas dość szybko. Aż niezauważenie okazało się, że, cholera, to naprawę może być to. Na to liczymy.

Wizja miłości została zmieniona o 180 stopni. Potrzeba bycia obok, dotyku, spojrzenia. Chęć wywołania iskry w oku i usłyszenia śmiechu drugiej osoby. Ta niesamowita duma, kiedy idziemy ulicą. Chcę krzyczeć, wołać: PATRZCIE NA MNIE!! ZNALAZŁAM SZCZĘŚCIE!!

Tak miłość ma teraz bardziej konkretny kontur, a wygląda on mniej więcej tak – zaczynając od rana. Złość i wściekłość – jak on może tyle spać, przecież ja już nie śpię 5 minut?! Wyrzuty sumienia – nie no śpij sobie, nie chciałam Cię obudzić… Pierwsze spojrzenie i uśmiech rano zazwyczaj mówią: idź precz złośliwa istoto. Potem wspólne śniadanie, zawsze wyglądające i pachnące słońcem. Potem kilkanaście godzin smsowania i fejsbukowania aż po koniec pracy czy szkoły i znowu  przejażdżka szlakami uczuć. Tak daleko od tego co przeżywalam do tej pory. Bezepieczeństwo, zaufanie i wsparcie.

Fajne to!

Comments (1) »

Ach życie

Czasami człowiek za dużo myśli o tym co było zamiast patrzeć w przyszłość. Zamiast zamknąć za sobą drzwi zostawia je uchylone „tak na wszelki wypadek”. Pytanie tylko po co. Wychodził przecież w pełni świadomy, że nie chce tam być. To była jego decyzja. No, ewentualnie mógł zostać wyrzucony. Ale kto o zdrowych zmysłach chce wracać tam, gdzie go nie chcą i wyganiają szczując psami i bijąc miotłą po kostkach. Szkoda, że człowiek jest mało logiczny i raczej emocjonalnie szalony.

Jednak nowoczesne drzwi zainstalowane przy ludzkim serduszku posiadają element zatrzaskowy. No i są te sprężyny – silniejsze czasami słabsze- które same dopychają tę wielką dechę do futryny. I tak o, po prostu, którego dnia człowiek budzi się patrząc w okno z całkiem świeżymi myślami, nowymi wielkimi ideami na życie i malutkimi pomyślikami na najbliższe 10 minut czy godzin – bez niepotrzebnego przeciągu, wywiewającego wszystko co cenne z głowy.

Drzwiom czasami pomagają się domknąć krasnoludki. Wchodzą z zewnątrz i kopią w te drzwi, aż będą pewne, że te już nigdy nie zostaną otworzone, i że nie zadziała na nie żadne „sezamie otwórz się”. Dostają się do środka wszystkimi możliwymi otworami. Przez uszy – z radami przyjaciół, nos – poznając nowe aromaty, przez oczy – widząc szczęście w coraz to nowszych doznaniach, i przez inne, których z racji przyzwoitości nie będą przywołane.

A więc: Krasnoludki nie biorą się same z siebie. Jest ich dużo. Jedne mniejsze, inne większe. Z własnych ostatnich doświadczeń szczególnie pamiętam jednego – Krasnala wręcz. Aż dziwić się wypada, że takiego olbrzyma stworzyła taka mała osóbka i to większością zmysłów – dlatego taki silny. Swoimi smutkami i radościami, radami, karceniem i współczuciem; śmiechem, przytuleniem, krzywym spojrzeniem, ironią. Po prostu byciem. Ale nie zwykłym byciem. Ale nie zwykłym uśmiechem – a radością wspólnych chwil, nie zwykłym przytuleniem – a uczuciem bijącym cały czas, nie jakimś tam krzywym spojrzeniem – a z wielkim niedowierzaniem malującym się na twarzy i spojrzeniu: „jak to możliwe?! daj spokój?! jesteś o niebo lepsza! ogarnij się!!” Tak to właśnie było.

Piwo za piwem, rozmowa za rozmową, spacer za spacerem. Lody, imprezy, ludzie, Wisła. Kłótnie o sprzątanie, przekomarzanki dla zasady. Wspólne chwile, wspomnienia. No i to magiczne bycie. Bo jak ktoś jest obok tak naprawdę to nie ma przebacz. Jest energia, która wypełnia tym Krasnalem mocy.

I najfajniejsze, że jak już te drzwi dawno gdzieś zniknęły to my jesteśmy dalej. Mamy kolejne piwa i śmiechy. I to zrozumienie. Wybaczenie wszystkich głupot i niegniewanie się zbytnie. Zrozumienie, że sekret o kaczce nie jest wielkim sekretem i czasami zabawnie jest go zdradzić.

Tak właśnie, dziękuję.
Ja też Ci zrobię Krasnala, jakby co 😉

Comments (1) »

dzisiaj krótko i na temat

Chciałam tylko powiedzieć, że targaja mną skrajne uczucia. takie mega skrajne. W jednej chwili jestem megaposępna, stwierdzam, że nic mi nie wychodzi i jestem tak mega mega do dupy. ale tym razem tli się we mnie cały czas taki promyczek, że da się zwyciężyć ze wszystkim. ajaj. i chwilę potem płacze. tylko juz nie wiem dlaczego czy nadziei czy z beznadziei. a może po prostu zbliża mi sie okres. tego nie wie nikt. pozdroo!!

Comments (1) »

i już.

I już teraz nie ma szans. I już wiem, że nigdy nie można mówić na zawsze i innych słów.
Odrzucam wszystko co do tej pory miało dla mnie wyższy sens i znaczenie. Nie potrafię już od tak dawna szczerze powiedzieć co czuję, jak się z tym czuję. Jest kilka słów, których autentycznie nie potrafię wypowiedzieć na głos. Zacinam się, mówię naokoło, czy w innym języku. A tak po prostu nie potrafię. Zupełnie jakbym miała w gardle takie sitko, co niektórych rzeczy nie przepuszcza.
I już nawet łzy smakują inaczej. Są czymś obcym, nieintegralnym. Kiedyś łzy miały smak szczęścia/nieszczęścia. Teraz są niby wiem czemu, domyślam się, ale coś jest inaczej. Zupełnie tak jakby wylewały się z nimi cząsteczki mojej duszy. Pojawiają się nagle znikąd i wylewają się ze mnie do oporu. Zimne, obce. Zupełnie jakby ktoś wiadrami wylewał ze mnie wodę, a ja nie miałabym z tym nic wspólnego. Z każdą tracę tę resztkę uczuć, które w sobie pielęgnuję. Dlatego od kilku dni próbuję uciec od ludzi. Zamykam się sama ze sobą. Unikam rozmów, eliminuję możliwości kontaktu ze mną.
Chcę i nie chcę być sama. Ale chyba lepiej dla wszystkich, żebym była. Dla mnie też.
Szykują się zmiany. Na początku czułam euforię, radość. Trochę się bałam ale i tak cieszyłam jak głupia, jak zawsze. Ale i to minęło. Już nic nie wyolbrzymiam. Nie będę żyła swoimi wyobrażeniami o pięknie czegoś, skoro to wcale nie jest piękne. I pewnie śmierdzi. Cieszę się teraz tylko, że będę mieszkała z ludźmi, których kocham. I zrobię wszystko, żeby chociaż tego nie spieprzyć.
Próbowałam oszukać siebie. Wmawiałam, że to co było minęło i już. Ale chyba usypiając coś w sobie nie byłam świadoma siły szoku przy spotkaniu po przebudzeniu. No to teraz mam to, na co sobie zapracowałam. i już.

W snach jest lepiej.
Dobranoc.

Comments (1) »

Co ty do chuja wafla robisz?

Totalne zagubienie..

Czasem dzieją się dziwne rzeczy. Chcesz dla siebie jak najlepiej. Robisz wszystko co w Twoich siłach, żeby przezwyciężyć swoje bóle, lęki. Chowasz głęboko wszystko to, co sprawia, że nie jesteś szczęśliwy. Uciekasz. Bolesne myśli, wspomnienia utykasz w najmniejsze szczeliny swojego JA, i modlisz się, żeby nigdy ich nie odnaleźć.

Mała dziewczynka bawi się z kotem. Czarny jak smoła mruczek ma niesamowite spojrzenie. Jego pomarańczowe oczy z wąskimi źrenicami mówią, a w zasadzie krzyczą tak, aby wszyscy usłyszeli. Ostrzega, że jeżeli ktoś spróbuje skrzywdzić jego małą księżniczkę, która dobrała mu dzisiaj tę piękną fioletową kokardę, on będzie jej bronił z całych swoich sił. A ma barrrdzo ostre pazury.

Mój kotek został rozdrażniony do granic.

Instynkt samozachowawczy tłamsił i tłamsił z całych sił to co miał do stłamszenia. Ale zapomniał zająć się inną rzeczą. I wszystko zrobiło się strasznie skomplikowane. Księżniczka przestała być księżniczką: delikatną, szczerą, empatyczną kobietką. Kim się stała, tego nie wie nikt. Zaczęły budzić się w niej dotąd nieznane odruchy. Skoncentrowała się na sobie, troszkę zbyt mocno. Odeszła od swoich zasad, których zawsze broniła, których dotąd zawsze przestrzegała, choćby to bolało i nie do końca było po myśli. Zdradziła. Zdradziła w tym wszystkim samą siebie. Mała dziewczynka z kotkiem. Czarnym jak smoła. Ubrała maskę. Wygląda jak czarownica. Tylko jej młode zielone oczy nie pasują do chropowatej powierzchni. Oczy wyglądają zagubione spod maski, nie nadążają. Są przekrwione. Bo kiedy ciało śpi one czuwają razem z sercem. Nie mogą zasnąć. Boli.

Kotek powoli chowa pazury. Po długich próbach wpadł na to jak pomóc swojej Pani. Zdrapał maskę z jej twarzy, pazurki się przydały. Zrozumiał swój wcześniejszy błąd. Księżniczka nie jest już wcale tą małą dziewczynką, co kilka lat temu, kiedy go przygarnęła. Dziewczynka jest na tyle duża, że sama powinna sobie poradzić. Kotek zdejmuje to, co sam włożył na swoją panią. Obnaża ją całkowicie. Teraz dziewczynka jeszcze trochę musi popłakać, bo wszystkie stare notatki ze szczelin wypadły i tkwią teraz bardzo mocno w głowie. Ale dziewczynka sobie poradzi. Ma w końcu kota. I mnóstwo wspaniałych przyjaciół i znajomych.

2 Komentarze »

jestem chora

Ostatnie kilka miesiecy otworzyly w mojej glowie mnosto nowych drzwi. Nie do konca potrafie wybrac, przez ktore powinnam przejsc, kore zostawic na pozniej, a ktore zamknac i wyrzucic klucz. Zmienilam sie chyba troche, chociaz nadal jestem dzieckiem i balagaiarzem. Balaganiarzem doslownie i w przenosni. Moj pokoj domaga sie wysprzatania, moja glowa i serce tez.
Zaplatalam sie w kilka dziwnych spraw. Jedne juz urwalam, kilka nadal ciagne, a czuje ze one ciagna mnie w dol. Ale jest nadzieja, ze wyniosa mnie wysoko w gore, wiec nie rezygnuje.
Dookola mnie roi sie od ludzi; blizszych i dalszych, ale nie tak jakbym chciala. Brakuje mi czasu, zeby spokojnie usiasc z kims i porozmawiac, patrzac w oczy, lapiac za reke i obserwujac reakcje. Moi przyjaciele tez to czuja, przepraszam Was, mam nadzieje, ze w koncu to sobie jakos uloze.
Studia ida troche gorzej, ale ida i nie jest zle.
Chcac uciec od pewnych mysli postanowilam zrobic cos ze swoim zyciem, znalezc sobie jakis cel, czy chocby nowe zadania. Chcac wrocic do wolontariatu zglosilam sie wraz z D. do domu dziecka, czekamy na odpowiedz, oby wyszlo, bo tylko w tym odnajdywalam prawdziwa radsc ze swoich dzialan, przy pracy z dziecmi.
Znalazlam tez nowa dziedzine zycia, w ktorej czuje sie coraz lepiej i swobodniej. Kultura Gluchych moi drodzy jest niezmiernie ciekawa. Juz naprawde bardzo dawno nic mnie tak nie wciagnelo, nie zafascynowalo od zewnatrz i od srodka. Uczac sie jezyka migowego poznalam zupelnie nowy swiat. Bo pierwszy krok to zmiana perspektywy. Cichy swiat jest zupelnie inny. Myslenie slowami, mowienie przestrzenia, obserwacja najdrobniejszego gestu i ruchu z drugiej strony, swiadome obserwowanie sowjego ciala i tego co ono chce powiedziec. To wszystko sprawia, ze z tej magii nie chce sie wyjsc. Czlowiek jest bardziej swiadomy siebie, chociaz i bardziej ograniczony. Nie ma wyboru w jakim swiecie chcialby zyc. I kto by pomyslal, ze glusi maja wlasne kluby i swietnie tancza?!
W kazdym razie wciagnelo mnie to na tyle, zeby sie bardziej zaanazowac. Postanowilam wspolorganizowac Dzien Polskiego Jezyka Migowego. Bede miala jeszcze mniej czasu, ktorego juz od dawna nie mam prawie w ogole, ale bede robila cos co da mi prawdziwa frajde i pozwoli sie wykazac.
Od dawna nikt nie chce isc ze mna do zachety to troche boli, bo czuje ze sie schamiam coraz ardziej. Mam tez parcie na teatr, tylko wieczory znowu mam zazwyczaj zajete…
Moja zajeteosc jest wina dwoch tyranow. Studiow i pracy. Moj pokoj tez ich nie lubi, bo albo nie mam czasu albo sily zeby w nim odkurzyc. Co nie zmienia faktu ze obaj tyrani siedza gleboko w moim sercu. Studia sa fajne, znowu zaczelam sie uczyc, angazowac w projekty, mysle o dolaczeniu do kola naukowego, zobaczymy 🙂
Moja praca to zupelnie inny kawalek chleba. Moja praca pomogla mi w najtrudniejszym momencie, wyciagnela z samego dna, wywolala usmiech wmoim sercu. Zaprzyjaznilismy sie. Jak w kazdej przyjazni taki i tu: sa klotnie, nieporozumienia, zawody. Ale sa tez radosci, dlugie rozmowy i po prostu porozumienie bez granic. To miejsce ma swoja moc. I sa tam ludzie, duzo ludzi z ktorymi sporo juz przezylam. Krotko ale intensywnie poznajemy sie od pol roku. Dzien w dzien rozmawiajac. Czasem o czyms, czaem o niczym. O sobie, o innych, o uczuciach i zawodach. Niektorzy z tych ludzistali mi sie naprawde bliscy. Za malo czasu by mowic o przyjazni, ale jakas sciezka ku temu prowadzi. A sa i male milostki, spelnione i nie. I jest cos co sie rodzi, tylko nie wiem dokladnie co. W kazdym razie czujeze to wazne, zobaczymy co z tego wyrosnie. Poki co nazywamy to kolezenstwem i wyzywamy sie od aniolow strozy.
Jeszcze hospitacje przez ktore sie wysypiam i moj maly prywatny uczen, ktory poklada we mnie ogromne nadzieje. Mam nadzieje go nie zawiesc i doprowadzic do matury tak, ze zda ja lepiej ode mnie. Dluga przed nim droga.

Tyle mniej wiecej u mnie slychac. A przynajmniej tyle chcialabym opowiedziec.

Jestem chora. zapalenie zatoki i inne swinstwa. wezlom chlonnym pani doktor ostatnio pogrozila palcem, ale chyba sie nie przestraszyly ;/

Jestem chora. Bo mimo wszystko czuje pustke. Brakuje mi czegos w moim zyciu. Tylko nie wiem czego. Wydawaloby sie z jest wypelnipne po brzegi. w niedziele zaczynam remoncik pokoju. moze to wyrwie mnie z tego stanu,ktory nie jest przyjemny.
jeszcze jedno dosc wazne. znowu czerpie radosc ze sprawiania radosci innym. wracam do siebie sprzed jakiegos czasu. 🙂

P.S. przepraszam za chaotycznosc, ale tak wlasnie teraz wyglada moje zycie i ja w srodku. Wszystko czeka na poukladanie, dopasowanie do siebie wzajemnie. Potrzebuje jeszcze troche czasu.

Leave a comment »