Brak oddechu przy tempie dzisiejszego życia zatruwa drogi oddechowe świata. Sprawia, że małe radostki giną pod ciężarem spalin i chandry. Bywa, że nie ma gdzie uciec, mamy coraz mniej drzew dających cień po środku łąki, czy choćby nad stawem. Płyniemy z nurtem ulic, tańczymy w rytm wielkomiejskich dźwięków: sygnałów karetek, pikania świateł, złowrogich krzyków, awantur.
Gdzie zniknął mały książę i jego nauki? Gdzie masz swoje róże? Na którym rogu zostawiłeś swojego lisa? Zapomnij. Bieg samochodu jest ważniejszy niż spacer w stronę słońca.
A Ty, dokąd dzisiaj biegniesz?
Mam marzenie. Położyć się na łące i patrzeć w niebo. Na łące oddalonej tysiącami myśli od problemów i chaosu. Otworzyć oczy i patrzeć w niebo. Widzieć jak budzi się poranek, jak słońce się przeciąga i ubiera świat w tęczowe barwy, jak walczy z chmurami i rzuca kostkami cukru w zwycięzców tegodniowej loterii. Oglądać pracę słońca i jego zmęczenie. I triumf brata nocy, imprezowego kuzyna. Dać się objąć jakiejś zbłąkanej gwieździe i porwać w taniec z innymi. Zasnąć nad ranem znużona podniebnymi wojażami. Obudzić się z pierwszą kroplą rosy na poliku.
Mam wiele marzeń. Chciałabym wygrać z kimś w kropki i dostać prezent bez okazji. Zrobić naszyjnik z uśmiechów i wręczyć go komuś obcemu na ulicy. Chciałabym, tak bardzo chciałabym dotknąć tęczy i zatańczyć na stole we francuskiej knajpie.
Wystarczy zamknąć oczy.