Pozycje z etykietami przeszłość

“Brunetki, blondynki, ja wszystkie was dziewczynki…”

Było ich kilku. Ilu dokładnie nie wiem. Nigdy nie liczyłam. Każdy był wyjątkowy i jedyny. Nie można ich wrzucić do jednej kieszeni. Byli różni rangą i uczuciem. Były wielkie romanse i przygody na jedną noc. Zawiedzione nadzieje też się zdarzały.

Pierwszy amant był w żłobku. Nie pamiętam go osobiście, ale mama opowiadała. Mówiła mi przez wiele o narzeczonym moim dziecięcym. Słuchając tych opowiadań, jako smarkula, rumieniłam się i zaprzeczałam na wszystkie możliwe sposoby. Kiedy troszkę dorosłam, stwierdziłam, że to fajne wspomnienie, średnio moje, ale o mnie. Mogłam się chwalić wszystkim, że podboje miłosne już w żłobku zaczęłam. To były czasy. W wieku już o wiele dojrzalszym, postanowiłam odnaleźć Maćka. Pomogło mi w tym wszechwiedzące grono. Znalazł się tylko jeden młodzieniec o tym nazwisku i moim mieście. Zdjęcie było nader intrygujące. I zagadałam. Pierwsze wrażenie było dziwne, nie wiedziałam, jakiej odpowiedzi się spodziewać. Potem przyszło rozczarowanie, że mnie nie pamięta, że jemu nikt o mnie nie opowiadał. Ale rozczarowanie szybko zmieniło się w świetna zabawę. Rozmowy całonocne, wielkie wybuchy śmiechu i wspólne plany na przyszłość. Okazało się, że tak wiele nas łączy i tak dobrze się rozumiemy. I byłam pewna, że z nim kiedyś już rozmawiałam, że znamy się bardzo dobrze, mimo, że nie znamy się wcale. Wiedziałam. No, ale plany planami, a do tej pory do ponownego spotkania twarzą w twarz nie doszło. A szkoda, wielka.

Następny młodociany kochaniec był w przedszkolu. Poznaliśmy się w trzeciej grupie. Wstyd przyznać, ale nie jestem pewna czy miał na imię Łukasz. Bardzo nad tym boleję. Był sobie chłopiec wysoce inteligentny jak ja. Umiał już ładnie czytać, podobnie do mnie, więc pani w trakcie ‘zajęć edukacyjnych’ pytała nas bardo rzadko, kiedy miała już dosyć reszty ignorantów. A w międzyczasie, siedząc koniecznie obok siebie na krzesełkach w kółku, wymyślaliśmy przeróżne zabawy. Zgadywanki i zgadule. Po znane wszystkim poszukiwanie przedmiotu w sali, o którym myślało jedno z nas, po zgadywanie koloru majteczek drugiej osoby (najczęściej moich). Podczas posiłków przy jednym stole, oczywiście kopiąc się pod nim. Na leżakowaniu też na łóżeczkach obok siebie, przedrzeźniając i robiąc głupie miny. Byleby pani nie zauważyła. Na dworze zawsze biliśmy się o piłkę, chociaż inne leżały nietknięte. Wspólne zjeżdżanie ze zjeżdżalni. Najgorzej wspominam ciągnięcie za mojego warkocza, to było bardzo dziecinne i nie na miejscu. Czasami dostałam mlecza, czasami bukiecik koniczyny. Po latach dowiedziałam się o kilku złamanych sercach w przedszkolu. Przykro mi, ale zawsze byłam monogamistką.

Później nastąpiła przerwa w miłostkach. Śmiertelnie zakochana w koledze z ławki i zarazem najlepszym kolegą z klasy, przecierpiałam trzy lata, kiedy to wchodząc na inne piętra (piętra klas starszych), poznałam świat kolegów nieco dojrzalszych. Miałam do nich tym łatwiejszy dostęp, że brata o 4 lata starszego w szkole jeszcze miałam, dzięki zacnemu systemowi ośmiu klas. Tak więc gonitwy po korytarzach, zmiana imejdżu, wzgarda rówieśnikami. Ale kiedy doszło co do czego i obiekt moich westchnień (jak i reszty żeńskiej połowy szkoły, a co, mogę się pochwalić)ze starszej klasy zaczął się mną interesować, powiedziałam mu bardzo dorosłe i stanowcze ‘spadaj’. Chłopak nie nalegał. Dostałam tylko jedna różyczkę na dzień zakochanych jeszcze i tak się przygoda skończyła. Jak się okazało miałam nosa niezłego. Teraz to znany na całą dzielnicę kobieciarz. Chociaż jakby się tak zastanowić, to pewnie złamane przeze mnie serce, szuka teraz pociechy w innych i znaleźć nie może, co nie dziwi mnie wcale.

Następne dwa lata kariery podstawówkowej spędziłam w miarę spokojnie. Pierwsze papierosy i alkohol i jakieś tam poboczne romanse, z których dwa są godne wspomnienia, jednak ze względu na ich znikomą jakość, pozwolę sobie je pominąć.

No i nadeszło gimnazjum. Tu nie ma się zbytnio czym chwalić. Był Janek, którego unikałam za wszelką cenę (pozostałość podstawówkowa) I był pan za 25 punktów. Piłkarz, gracz drugiej drużyny legii. Całość trwała tydzień, kiedy to pan J. postanowił przyśpieszyć nienaturalnie przebieg naszej znajomości. Dostał w czapę i sobie poszłam.

Potem była jedna z najlepszych nocy w moim życiu. Zupełnie niewinna spędzona na gitarzeniu i śpiewaniu Metallici. Wspólnie z Pawłem patrzyliśmy jak wschodzi księżyc, jak pojawiają się gwiazdy, apotem jak to wszystko znika, a na niebie znowu zasiada słońce. Wtedy postanowiliśmy się położyć. Znaleźliśmy kawałek podłogi w przedpokoju. Położyliśmy się i tak jedno w drugim niewinnie całkowicie wtuleni w siebie, bez jakichkolwiek potrzeb, patrząc tylko w swoje oczy, leżeliśmy pod zasłoną. Rano trzeba było się rozstać. Ale nigdy nie zapomnę jego oczu. Ale ten przecudny wariat, który nosił mnie do góry nogami i tak też postawił mój świat, zniknął tego samego ranka. Wrócił do pochmurnego ojca i dziewczyny, która bezustannie go zdradzała.

W wakacje po gimnazjum było troszkę szumu. Jak to wakacje. Poznałam Homera. Sebastian był tym, czego szukałam w płci mniej pięknej. No, ale w wakacje spotkaliśmy się raz i tyle. Dużo goręcej zaczęło się robić w roku szkolnym. Odprowadził mnie do domu, posiedzieliśmy sobie razem, kot go polubił, czyli mama też. Był oszałamiająco przystojny, dobrze wychowany, szarmancki, inteligentny, oczytany. Cud miód. Przyjemnie się z nim rozmawiało, spacerowało, opowiadaliśmy sobie tysiące rzeczy. Koleżanki mi zazdrościły, a ja postanowiłam się nie spieszyć. Pozwolić, żeby wszystko powoli, samo się rozwijało. Ale chyba byłam zbyt wolna. Po jakimś tam wyjeździe, zielonej szkole czy cuś, przestał się odzywać, odpowiadał wymijająco na smsy. Cały urok znajomości prysł, kiedy dowiedziałam się, że wyznał miłość mojej psiapsióle. I to tej najgłupszej. Poczułam się źle.

Postanowiłam odpocząć. Odpoczywałam dość długo, bo do wakacji. A wakacje były burzliwe, bardzo nawet. Co tam się działo szkoda opowiadać. Był przyjaciel z dzieciństwa, towarzysz najlepszych zabaw. Byli zagraniczni towarzysze tańców. Byłi byli znajomi koleżanek. Były ulotne spojrzenia na ulicy, rozmowy z nieznajomymi. Byli koledzy z dawniejszych czasów. Było wielu, a tak naprawdę żadnego. Po ostatnim wakacyjnym wyskoku, byłam abstynentką przez trzy miesiące. I zrozumiałam, że myślę o kimś innym, kimś bliskim, a jednak odległym. Ale było za późno. Ja mu wcześniej nie dałam szansy. Trzeba było zapomnieć.

Potem przyszedł czas Kubusia. Co tam się działo szkoda słów. Chociaż chyba więcej się działo po zakończeniu ekscesu. Więcej mówić nie będę, Marta czyta ;)

No i znowu zaczęłam pić, i źle się to skończyło. Ale abstynentką już nie byłam. Chwilkę się pomęczyłam, odżałowałam spotkania ze starym znajomym, ale nie pozbyłam się go do dzisiaj. Nadal jestem jego słoneczkiem, brrr.

Kolejność mi się w międzyczasie troszkę pomieszała, wybaczcie. Ale jak jest dobrze. Kilka faktów pominęłam, bo mniej ciekawe były. Podboje miłosne we Włoszech zasługują na oddzielną notkę, której się nie doczekają. Bywało gorzej, bywało lepiej. Z każdego spotkania coś wyniosłam. Dziękuje wam wszystkim za chwile spędzone ze mną i przepraszam za chwile już beze mnie. Wszystkim, jednym mniej, innym bardziej. Życzę Wam szczęścia w życiu.

A teraz mam skarb. Poznany dziwnie, jak nigdy do tej pory. Nie umie tańczyć, daleko mu do mojego wyobrażenia ideału. Ale o dziwo moim ideałem jest. I to tylko dlatego, że jest. Nic więcej mi nie trzeba, chociaż czasem twierdzę inaczej. Po prostu rozpieszczona jestem. Mam chwilę słabości, podziwiając innych, tuląc się do kapeluszników. Ale ważny jest tylko jeden. Pięknooki zazdrośnik, mała żmija psująca mi krew. Nie wiem jak to zrobiłeś, że mnie ustatkowałeś. Coś musi być na rzeczy.

Jeszcze troszkę się ze mną pomęczysz, tak jakoś do końca życia.

Uwagi (16) »

Miki!

“Myszka Mickey gra w guziki,
Kaczor Donald pije sok,
A my gramy w smig-smag-smog.”


“Hej! Ty!” -Cześć, jestem Ola. -Cześć, a ja nie.

Nasz pierwszy raz! Jeszcze się nie znałyśmy, a nasza pżyszłość jórz została tak wyraźnie określona. Ja lóbię róh i skakać, Ty lóbisz glany i obijać lódzi w pogo. Pierwsze spotkanie, pierwsze wspólne pżedsięwzięcie. Bilet spżedany. W sómie i dobże. Jeden Makak wystarczy i jest o wiele milszy we współrzyció. Specjalnie dla Ciebie, poprawiaj “ANALFABECI, ANALFABECI!”

“Katecheta w przerwach obmacuje chłopców skrycie”
Widujemy się na przerwach, czasem się uśmiechniemy. Długa przerwa złożona z miliona krótkich, dziesięciominutowych, biała plama w znajomości. Nic nie wypowiedziane, bo i niby kiedy, po co. Ja jestem tu, Ty stoisz tam. Nic o sobie nie wiem, nie obchodzimy się wcale, chociaż fajnie poplotkować.

“Na spotkanie nowych przygód tu zupełnie niedaleko” – Cześć! -Cześć, co ty TU robisz?
Ha! Zbieg okoliczności? Ty byś powiedziała, że tak, ja, że to przeznaczenie. Ale to nieistotne. Jesteśmy w jednym miejscu, jesteśmy razem. Miło mieć kogoś życzliwego, osobę, której chociaż imię jest nam znane. No i coś nas łączy. Już coś razem przeżyłyśmy. Sromowce, rozdzielone, ale nieważne, i tak przez cały czas razem, bo po co nam inni. Śmiej się i płacz. Byle ze mną. Ja się lubię z Tobą śmiać… i z Ciebie! Wigilie, jajka, Kraków, czy Niemcy. “Przygoda, przygoda, każdej chwili szkoda, Świat jest piękny, czy go znasz?” Jeszcze nie, ale po to masz mnie, a ja Ciebie. Chodźmy zdobywać świat!

“Nach jedem Dezember, Kommt wieder ein Mai” -I co gnojku? – Nic starucho!
Ja jestem starsza, a to Ty masz dowód. Dzięki Tobie juwe stoi otwarte dla mnie. A ja? Ja Ci dotrzymuję towarzystwa!Czy to nie najlepsze co mogło Cię spotkać?! Ja dziecko wiosny, ty zimy. Maj kontra grudzień. I wszystko jakby pasowało. Bo ty lubisz słońce, a ja lubię czasem ulepić bałwana. A w środku, tam gdzie się spotykamy, jest lato, które kochamy obie.

“Wolny czas przez palce, mrówka na zapałce”-teraz kawałek specjalnie dla M.
A nie mówiła, że on jest w porządku. Jak na podróż autokarem, ta jest wyjątkowo przyjemna. Zdjęcia z przystojniakami, własny grajek, postoje… Potajemne wędrówki. Jak to się stało, że tylko my odkryłyśmy drugi sklep? Teraz tylko przesunąć łóżko i znaleźć kogoś kto zabije tego cholernego pająka. Ej panie sąsiedzie, (nie)święty Mikołaju, pomóż pan! I błogość.

“Czasem ludzie to gnoje dbają tylko o swoje”
Mówiłaś, ostrzegałaś, a ja nie słuchałam. Ale znasz mnie. Wiesz, że ufam nie tym ludziom, co trzeba. Nie przestanę, może i mu już nie wierzę, ale wierzę w niego. Było minęło, miałaś rację. Jak pewnie zazwyczaj, ale ja i tak Cię nie będę słuchać, wiesz o tym. Ja mam idee! Wzniosłe! Które walą się jedna po drugiej. Ty umiesz dostrzegać prawdę, stoisz twardo i przywołujesz mnie do porządku, kiedy ja zbyt wysoko odlecę. I dziękuję Ci za to. Jak spadam to mniej boli. Gorzej jak obie odlatujemy.dsfsd

“Bo ja tańczyć chcę, może nauczysz mnie jak tańczy się, ja bujam się!” – Ola, Kuba, Kuba, Ola.
No i się zaczęło. Szał ciał, łap te kocie ruchy ziomek. Koncert, Łazienki, lis, kino, zachęta, Pudzian, ptasie mleczko i poradnik dla zranionych mężczyzn. Zbyt wiele powagi, kolego spóźniłam się tylko 5 minut, aaaa, dość. Ile płaczu, bólu i żalu…tylko znów nie mojego. Jestem ZUO! A teraz? Śmiech i zakwasy podbrzusza. Tak ja, chcę więcej, kogo przedstawisz mi następnym razem? Bo wiesz, ja jestem otwarta, chociaż trochę żałuję. Może mam skrupuły, cokolwiek by to nie było? Tak masz rację, nie moja wina. Cieszę się, że Ty żadnych skrupułów nie masz. Chodź, pomożesz mi, muszę komuś oznajmić koniec!

“Jak ja nienawidzę Twojej generacji”
I coś się stało. Koniec? Ale dlaczego. Stoimy na przeciwko, jak kiedyś. Ale bez słowa, jak nigdy. Patrzysz na mnie, a ja nie widzę Twojego zrozumienia. Brakuje mi rozmów, tekstów których nie rozumiem, pana senatora. Gdzie do cholery nasze plany? Jak ja zdobędę świat bez Ciebie? Ale nei ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Czasem trzeba coś stracić, żeby docenić tego wartość. Ja o nic nie pytam, wróciłaś i to najważniejsze. Dojrzałam, wiesz? Nie, nie jestem doroślejsza. Dojrzałam coś nowego! Zobaczyłam małego ptaszka, wykluwającego się z gniazda. Pomóż mi się nim zaopiekować!

“Morze nasze morze, Wiernie ciebie będziem strzec. Mamy rozkaz cię utrzymać, Albo na dnie na dnie twoim lec”
Wakacje! Bieszczady! I znowu mnie wykiwali. Więc mała zmiana planów, morze nasze piękne. Witaj Łebo. Wieczorne wypady nad morze, ‘czerwoni jak cegła’, zdjęcia bez flesza, wielkie łóżko, gumijagody, jan-dzban. Ucieknijmy! Ucieknijmy, ucieknijmy gdzieś razem, z dala od TV!

“ten pociąg nie pojedzie, jeśli Ty w nim nie będziesz”
No i jak mam jechać dalej. Znowu mnie opuściłaś. Tylko tym razem bardziej fizycznie. Ale to nieważne. Bo teraz to jeszcze cenniejsze. “tańczę, ja tańczę na łące, przecież łąka to słońce!” I tańczymy w nocnym świetle gwiazd, w porannym słońcu, z ciepłym croisantem i zielonymi czułkami, popijając likier miętowy, bijąc się z kostkami lodu, które wolą się rozpuścić, niż wpaść do kieliszka. Ale to tylko chwile, zazwyczaj jest piwo. Kino. Czerwony balonik ucieka, a my za nim biegniemy. Gonimy go non-stop. Oby pokazał nam dobrą drogę. W każdym razie wspólna wędrówka jest lepsza niż samotna, nieważne w którą stronę. Tu jest lepiej niż u pana senatora!

Uwagi (7) »

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.