Ostatnie kilka miesiecy otworzyly w mojej glowie mnosto nowych drzwi. Nie do konca potrafie wybrac, przez ktore powinnam przejsc, kore zostawic na pozniej, a ktore zamknac i wyrzucic klucz. Zmienilam sie chyba troche, chociaz nadal jestem dzieckiem i balagaiarzem. Balaganiarzem doslownie i w przenosni. Moj pokoj domaga sie wysprzatania, moja glowa i serce tez.
Zaplatalam sie w kilka dziwnych spraw. Jedne juz urwalam, kilka nadal ciagne, a czuje ze one ciagna mnie w dol. Ale jest nadzieja, ze wyniosa mnie wysoko w gore, wiec nie rezygnuje.
Dookola mnie roi sie od ludzi; blizszych i dalszych, ale nie tak jakbym chciala. Brakuje mi czasu, zeby spokojnie usiasc z kims i porozmawiac, patrzac w oczy, lapiac za reke i obserwujac reakcje. Moi przyjaciele tez to czuja, przepraszam Was, mam nadzieje, ze w koncu to sobie jakos uloze.
Studia ida troche gorzej, ale ida i nie jest zle.
Chcac uciec od pewnych mysli postanowilam zrobic cos ze swoim zyciem, znalezc sobie jakis cel, czy chocby nowe zadania. Chcac wrocic do wolontariatu zglosilam sie wraz z D. do domu dziecka, czekamy na odpowiedz, oby wyszlo, bo tylko w tym odnajdywalam prawdziwa radsc ze swoich dzialan, przy pracy z dziecmi.
Znalazlam tez nowa dziedzine zycia, w ktorej czuje sie coraz lepiej i swobodniej. Kultura Gluchych moi drodzy jest niezmiernie ciekawa. Juz naprawde bardzo dawno nic mnie tak nie wciagnelo, nie zafascynowalo od zewnatrz i od srodka. Uczac sie jezyka migowego poznalam zupelnie nowy swiat. Bo pierwszy krok to zmiana perspektywy. Cichy swiat jest zupelnie inny. Myslenie slowami, mowienie przestrzenia, obserwacja najdrobniejszego gestu i ruchu z drugiej strony, swiadome obserwowanie sowjego ciala i tego co ono chce powiedziec. To wszystko sprawia, ze z tej magii nie chce sie wyjsc. Czlowiek jest bardziej swiadomy siebie, chociaz i bardziej ograniczony. Nie ma wyboru w jakim swiecie chcialby zyc. I kto by pomyslal, ze glusi maja wlasne kluby i swietnie tancza?!
W kazdym razie wciagnelo mnie to na tyle, zeby sie bardziej zaanazowac. Postanowilam wspolorganizowac Dzien Polskiego Jezyka Migowego. Bede miala jeszcze mniej czasu, ktorego juz od dawna nie mam prawie w ogole, ale bede robila cos co da mi prawdziwa frajde i pozwoli sie wykazac.
Od dawna nikt nie chce isc ze mna do zachety to troche boli, bo czuje ze sie schamiam coraz ardziej. Mam tez parcie na teatr, tylko wieczory znowu mam zazwyczaj zajete…
Moja zajeteosc jest wina dwoch tyranow. Studiow i pracy. Moj pokoj tez ich nie lubi, bo albo nie mam czasu albo sily zeby w nim odkurzyc. Co nie zmienia faktu ze obaj tyrani siedza gleboko w moim sercu. Studia sa fajne, znowu zaczelam sie uczyc, angazowac w projekty, mysle o dolaczeniu do kola naukowego, zobaczymy ![]()
Moja praca to zupelnie inny kawalek chleba. Moja praca pomogla mi w najtrudniejszym momencie, wyciagnela z samego dna, wywolala usmiech wmoim sercu. Zaprzyjaznilismy sie. Jak w kazdej przyjazni taki i tu: sa klotnie, nieporozumienia, zawody. Ale sa tez radosci, dlugie rozmowy i po prostu porozumienie bez granic. To miejsce ma swoja moc. I sa tam ludzie, duzo ludzi z ktorymi sporo juz przezylam. Krotko ale intensywnie poznajemy sie od pol roku. Dzien w dzien rozmawiajac. Czasem o czyms, czaem o niczym. O sobie, o innych, o uczuciach i zawodach. Niektorzy z tych ludzistali mi sie naprawde bliscy. Za malo czasu by mowic o przyjazni, ale jakas sciezka ku temu prowadzi. A sa i male milostki, spelnione i nie. I jest cos co sie rodzi, tylko nie wiem dokladnie co. W kazdym razie czujeze to wazne, zobaczymy co z tego wyrosnie. Poki co nazywamy to kolezenstwem i wyzywamy sie od aniolow strozy.
Jeszcze hospitacje przez ktore sie wysypiam i moj maly prywatny uczen, ktory poklada we mnie ogromne nadzieje. Mam nadzieje go nie zawiesc i doprowadzic do matury tak, ze zda ja lepiej ode mnie. Dluga przed nim droga.
Tyle mniej wiecej u mnie slychac. A przynajmniej tyle chcialabym opowiedziec.
Jestem chora. zapalenie zatoki i inne swinstwa. wezlom chlonnym pani doktor ostatnio pogrozila palcem, ale chyba sie nie przestraszyly ;/
Jestem chora. Bo mimo wszystko czuje pustke. Brakuje mi czegos w moim zyciu. Tylko nie wiem czego. Wydawaloby sie z jest wypelnipne po brzegi. w niedziele zaczynam remoncik pokoju. moze to wyrwie mnie z tego stanu,ktory nie jest przyjemny.
jeszcze jedno dosc wazne. znowu czerpie radosc ze sprawiania radosci innym. wracam do siebie sprzed jakiegos czasu.
P.S. przepraszam za chaotycznosc, ale tak wlasnie teraz wyglada moje zycie i ja w srodku. Wszystko czeka na poukladanie, dopasowanie do siebie wzajemnie. Potrzebuje jeszcze troche czasu.