Są sekrety, sekreciki, są też większe tajemnice. Są miłostki i błahostki oraz wielkie uczuć żądze. Są i smutki i radości i ogromne przyjemności. “Są skandale i hałasy, na tapczanie wygibasy”.
Czasem trzeba spojrzeć w niebo, żeby zacząć widzieć słońce. Chmury są, albo ich nie ma, każdy kijek ma dwa końce. Dzisiaj słonko zaświeciło, moją buźkę zobaczyło, uśmiechnęło się radośnie, przywitało w nowej wiośnie. Położyło mnie trawie, myśleć już przestałam prawie, zobaczyłam z dołu ptaka, a spod ptaka, mała kaka.
Moja czapka ubrudzona, kolacyja nie zjedzona, zła już jestem niesłychanie, kto to słyszał?! moje panie! Czapki nie mam, łysa głowa, lecz genialna jest pogoda. Znajdę sobie gdzieś ławeczkę i usiądę na chwileczkę. Rozłożyłam się na jednej, nogi przed się wyciągnęłam, zapuściłam gdzieś żurawia i wnet zobaczyłam pawia. Kolorowe, piękne pióra, bardzo długie i dostojne, prawie tak jak krowy dojne.Pomyślałam sobie wtedy, jakie czapki noszą zgredy, wpadłam wnet na pomysł boski, wypróbować styl dziadowski. Pióra takie w kapeluszu, mogą dodać animuszu, a że moja czapka w śmieciach, nowa będzie ciut kobieca. Delikatne, małe rondo, kilka piórek tuż nad uchem, jeszcze tylko parasolek, no i jest gotowy Olek.
Teraz pięknie tak odziana, mogę szukać sobie pana, przystojnego i miłego, z gruntu bardzo wytwornego. Ale o tym innym razem, żegnam się dziś tym wyrazem: cześć i czołem, moi mili, obyśmy szybko się zobaczyli.
