bo owieczki robią me!

kwiecień 30, 2008

Grubości!

Zaszufladkowany do: tuxowate i tym podobne — by Ola @ 8:00 pm
Tags: ,

To był przełomowy ranek. Zeskakując z łóżka wzbudziłam w wysłużonej podłodze wstrząsy o sile przynajmniej pięciu stopni w skali Richtera. Chwilę później turlałam się po podłodze z kotem aż do momentu, w którym znalazłam się na nim. Kocina miauknęła boleśnie i niczym rakieta w mgnieniu oka osiągnęła swój cel awaryjny, czyli miejsce pod stołem w kuchni. Wtedy pomyślałam – coś jest nie tak.

Żaden ze mnie Conan, a już na pewno nie barbarzyńca, ale faktem jest, że mogę burzyć domy. Całą sobą. Masa krytyczna, masa w ogóle, wszystkie masy, jakie możecie sobie wyobrazić – osiągnęły poziom, z którego nie ma już odwrotu. Trudno, stało się: jestem gruba. Ochy i achy nie pomogą, diety cud-miód (bez orzeszków) nie podziałają. Żadne też tłumaczenia złośliwców, że niby to jestem w sam raz, że nie za chuda, nie za gruba. No przecież widzę! Tak, wzrok mam jeszcze niezły. A kolejne wałki tłuszczu biorę, że tak powiem, na czucie.

Czucie-przeczucie, ale kot był i zwęszył pismo nosem już dawno temu, próbując mnie sprowadzić na dobrą drogę. A to starał się zeżreć mi obiad prosto z talerza, a to rzucał pod nogi, gdy podchodziłam do lodówki. Teraz to wszystko układa się w logiczną całość, kot mnie po prostu chciał przegonić-ochronić przed tym, co mnie spotkać musiało nieuniknienie. Niestety o tym już kot nie wiedział, a co się nacierpiał, to jego. W tej sytuacji mogę tylko mojego kota przeprosić obiecując solennie, że kogo jak kogo, ale z niego nigdy nie uszczknę ani kawałka. Ani uszka.

Bo głód, choć wszechpotężny i obecny na każdym kroku – opanować można. A najlepiej się z głodem zaprzyjaźnić, zmusić go, by wpompowywał we mnie potrawy, których od zawsze nie znosiłam. Niech pozwala mi trawić wszystko to, co zdrowe, a niesmaczne. Niech kilokalorie miesza z witaminami, wapniami, solami. Niech to wszystko się we mnie przeżera i pączkuje, niech moje grubiaństwo nie będzie po nic, niech mi ono zakwitnie jakąś taką świeżością, słuszną posturą i bicepsem zdolnym mnie ochronić przed każdym złym słowem i czynem. Niech w głodzie znajdę ukojenie i szczęśliwość, towarzyszem życia będzie mi on. Tego pragnę.

Silna swoją nadwagą.

kwiecień 20, 2008

Als ich ein Vogel war!

Als ich ein Vogel war

Als ich ein Vogel war,
Verbrach ich die ganze Zeit am Himmel,
Meine Flügel brachten mir in unbekannten Orten,
Ich war endlich total frei.

Die Sonne war mein bester Freund,
Die Wolken benutzte ich wie Matratzen,
Ich sah nach oben und sah nur
Die Menschen als die Ameisen.

Ich war außer alle Problemen,
Ich blieb das alles auf der Erde,
Ich dachte nur, wonach ich noch fliegen konnte,
Ich hatte kein Pflichten.

Ich konnte schreien,
wie ein Schlosshund heulen,
Und niemand fragte nie danach,
warum ich ohne Gründen weine.

Ich werde wirklich frei!

Gdybym była ptakiem

gdybym była ptakiem
cały czas spędzałabym na niebie,
moje skrzydła zabierałyby mnie w nieznane miejsca
w końcu byłabym nieskończenie wolna

Słońce byłoby moim najlepszym przyjacielem,
Chmur używałabym jako materaców
Patrzyłabym w dól i widziała tylko
Ludzi jako mrówki

byłabym poza wszystkimi problemami
zostawiłabym to wszystko na ziemi
myślałabym tylko dokąd mogę jeszcze polecieć
Nie miałabym żadnych obowiązków

mogłabym krzyczeć,
Wyć jak pies do księżyca
i nigdy nikt by mnie nie spytał
dlaczego płaczę bez powodu.

Byłabym naprawdę wolna!

kwiecień 15, 2008

x z paszczęką

Zaszufladkowany do: Księżniczka — by Ola @ 7:58 pm

Są sekrety, sekreciki, są też większe tajemnice. Są miłostki i błahostki oraz wielkie uczuć żądze. Są i smutki i radości i ogromne przyjemności. “Są skandale i hałasy, na tapczanie wygibasy”.

Czasem trzeba spojrzeć w niebo, żeby zacząć widzieć słońce. Chmury są, albo ich nie ma, każdy kijek ma dwa końce. Dzisiaj słonko zaświeciło, moją buźkę zobaczyło, uśmiechnęło się radośnie, przywitało w nowej wiośnie. Położyło mnie trawie, myśleć już przestałam prawie, zobaczyłam z dołu ptaka, a spod ptaka, mała kaka.

Moja czapka ubrudzona, kolacyja nie zjedzona, zła już jestem niesłychanie, kto to słyszał?! moje panie! Czapki nie mam, łysa głowa, lecz genialna jest pogoda. Znajdę sobie gdzieś ławeczkę i usiądę na chwileczkę. Rozłożyłam się na jednej, nogi przed się wyciągnęłam, zapuściłam gdzieś żurawia i wnet zobaczyłam pawia. Kolorowe, piękne pióra, bardzo długie i dostojne, prawie tak jak krowy dojne.Pomyślałam sobie wtedy, jakie czapki noszą zgredy, wpadłam wnet na pomysł boski, wypróbować styl dziadowski. Pióra takie w kapeluszu, mogą dodać animuszu, a że moja czapka w śmieciach, nowa będzie ciut kobieca. Delikatne, małe rondo, kilka piórek tuż nad uchem, jeszcze tylko parasolek, no i jest gotowy Olek.

Teraz pięknie tak odziana, mogę szukać sobie pana, przystojnego i miłego, z gruntu bardzo wytwornego. Ale o tym innym razem, żegnam się dziś tym wyrazem: cześć i czołem, moi mili, obyśmy szybko się zobaczyli.

“Tak po prostu samo z siebie, słońce toczy się po niebie…”

Zaszufladkowany do: Księżniczka — by Ola @ 6:12 pm

“Ktoś chce własną kroczyć drogą,

A ktoś z Tobą ramię w ramię,

Ktoś Ci przestał mówić prawdę,

Ktoś już nigdy nie okłamie.”

Wypuszczam strzałę z łuku. Napięta cięciwa ostro przecina powietrze tuż przy moim uchu. Grot utkwił gdzieś daleko, a gdzie to mnie już nie obchodzi…

Jestem tu gdzie jestem. A nie ma mnie nigdzie indziej. Przynajmniej ja o tym nie wiem. Siedzę sobie wygodnie, robię głupie miny do lustra, którego nie chce mi się przynieść. Siedzę owładnięta manią sprzątania. Mówię sobie ‘o tutaj trzeba wytrzeć kurz, a te książki ułożyć alfabetycznie’. Siedzę i wskazuję rzeczom ich miejsce, a one, zgodnie z oczekiwaniem, śmieją się do mnie, pokazują język i idą w stronę, której ja nie znam. Ot, takie przekomarzanie.

Leżę sobie, patrzę w niebo, a słońce gładzi moje bujne złote loki. Moje przeogromne błękitne oczy bawią się w ‘kto pierwszy mrugnie’ ze słońcem. Twardy rywal. Ale ja też miętka nie jestem, ale stwierdzam w końcu, że mądry głupiemu ustępuje, a co się będę męczyć. Jeszcze ktoś pomyśli, że ten obrazek jakiś sztuczny jest.

Czasem sobie wstaję, idę ulicami miasta, wkraczam w bramy nieznanych zakątków. Zazwyczaj się gubię i nie potrafię znaleźć wyjścia. Ale co mi tam. I tak jest fajnie.

Prowadź, prowadź mnie w nieznane. W nieznane zakątki myśli, przyprowadź do mnie wspomnienia, o których zapomniałam. Utrwal te, które pamiętam i które dodają mi sił w ciężkich chwilach. Zresztą, o jakich złych chwilach mówimy? Tutaj zawsze jest cudownie.

Chcę wierzyć, że zawsze będzie dobrze. Nigdy nic nie popsuje mi humoru. Bo ja jestem i to jest najważniejsze. Muszę się trzymać, żeby inni mogli czerpać ze mnie. Cieszyć się moją wspaniałością.

Cieszmy się! Dziś wyszło słońce!

kwiecień 12, 2008

.

Zaszufladkowany do: Księżniczka — by Ola @ 11:21 pm


Czasami myśli krążą gdzie indziej niż słowa. Są zawieszone w przestrzeni daleko poza naszym zasięgiem. Czasami słowa nie potrafią wyrazić myśli. Przydzielono im zbyt małe pole działania, ogranicza je czarny stalowy płot, zbyt wysoki by mogły go przeskoczyć.

Trąci to banałem, ale słowa to nie wszystko. Nie oczekuję wiele. Chciałabym tylko czegoś więcej niż piękna prawie poezja, która sprawia nieopisaną przyjemność. Czegoś więcej niż dotyk, czy spojrzenie. Nie chcę zapewnień, obietnic, przyrzeczeń. Chcę żyć ‘z’ i ‘obok’ i ‘razem’. Jednym życiem, wspólnym. Moje myśli Twoimi, Twoje moimi. Chciałabym poczuć, że słuchasz z zaciekawieniem, że dociera do Ciebie to co mówię. To nie jest tak jak myślisz, że opowiadam byleby mówić, żeby zawładnąć chwilą, wygonić przebrzydłą ciszę, zabawić Cię kolejną historią. Nie interesuje Cię moja część Nas, ona jest tylko koloryzującym dodatkiem, liczy się ta wspólna, do Twojej nie powinnam zaglądać…

Jest mi dobrze, czuję się szczęśliwa, zadbana, piękna i doceniona. Potrzebna i wyjątkowa. To chyba bardzo dużo. Wielu może o tym tylko pomarzyć. Ale czegoś mi brakuje. Nie wiem czy to przez odległość, czy może jestem rozpieszczona do tego stopnia, że nigdy nie poczuję się w stu procentach usatysfakcjonowana. Wiem tylko, że myśląc o szczęściu mam w oczach łzy, a chwilę potem siedzę przed lustrem i ryczę.

Nie jestem słaba. Nie jestem przyzwyczajona do podsuwania mi wszystkiego pod nos. Mam tendencję do użalania się nad sobą, ale nie wtedy, kiedy miałabym do tego prawo. Kiedy jest naprawdę źle, nie pozwalam sobie na chwilę słabości. Udaję twardą i nieugiętą, potrafię oszukać samą siebie.

Największym moim problemem jest niewiara w to, że mogę być szczęśliwa, że ktoś sam z siebie chce się mną zaopiekować, być blisko, chcąc w zamian uśmiech, czułe spojrzenie, dobre słowo i szczerość. To tak niewiele, ale dla mnie to naprawdę trudne. Proszę o cierpliwość. Nauczę się tego, powoli, ale nauczę. Zaraz po tym, kiedy nauczę się przyjmować to od Ciebie, bez wątpliwości i z ukojeniem.

Dziękuję Ci za wszystko. Za głupi kwiatek, za uśmiech, za każdą myśl. Będzie dobrze, bo jak mogłoby być inaczej. Kiedyś wyleczę się z egoizmu.

Może moglibyśmy być zespołem folkowym z Salt Lake City?

Następna strona »

Strona zbudowana przy pomocy WordPress.com