“Myszka Mickey gra w guziki,
Kaczor Donald pije sok,
A my gramy w smig-smag-smog.”
“Hej! Ty!” -Cześć, jestem Ola. -Cześć, a ja nie.
Nasz pierwszy raz! Jeszcze się nie znałyśmy, a nasza pżyszłość jórz została tak wyraźnie określona. Ja lóbię róh i skakać, Ty lóbisz glany i obijać lódzi w pogo. Pierwsze spotkanie, pierwsze wspólne pżedsięwzięcie. Bilet spżedany. W sómie i dobże. Jeden Makak wystarczy i jest o wiele milszy we współrzyció. Specjalnie dla Ciebie, poprawiaj “ANALFABECI, ANALFABECI!”
“Katecheta w przerwach obmacuje chłopców skrycie”
Widujemy się na przerwach, czasem się uśmiechniemy. Długa przerwa złożona z miliona krótkich, dziesięciominutowych, biała plama w znajomości. Nic nie wypowiedziane, bo i niby kiedy, po co. Ja jestem tu, Ty stoisz tam. Nic o sobie nie wiem, nie obchodzimy się wcale, chociaż fajnie poplotkować.
“Na spotkanie nowych przygód tu zupełnie niedaleko” – Cześć! -Cześć, co ty TU robisz?
Ha! Zbieg okoliczności? Ty byś powiedziała, że tak, ja, że to przeznaczenie. Ale to nieistotne. Jesteśmy w jednym miejscu, jesteśmy razem. Miło mieć kogoś życzliwego, osobę, której chociaż imię jest nam znane. No i coś nas łączy. Już coś razem przeżyłyśmy. Sromowce, rozdzielone, ale nieważne, i tak przez cały czas razem, bo po co nam inni. Śmiej się i płacz. Byle ze mną. Ja się lubię z Tobą śmiać… i z Ciebie! Wigilie, jajka, Kraków, czy Niemcy. “Przygoda, przygoda, każdej chwili szkoda, Świat jest piękny, czy go znasz?” Jeszcze nie, ale po to masz mnie, a ja Ciebie. Chodźmy zdobywać świat!
“Nach jedem Dezember, Kommt wieder ein Mai” -I co gnojku? – Nic starucho!
Ja jestem starsza, a to Ty masz dowód. Dzięki Tobie juwe stoi otwarte dla mnie. A ja? Ja Ci dotrzymuję towarzystwa!Czy to nie najlepsze co mogło Cię spotkać?! Ja dziecko wiosny, ty zimy. Maj kontra grudzień. I wszystko jakby pasowało. Bo ty lubisz słońce, a ja lubię czasem ulepić bałwana. A w środku, tam gdzie się spotykamy, jest lato, które kochamy obie.
“Wolny czas przez palce, mrówka na zapałce”-teraz kawałek specjalnie dla M.
A nie mówiła, że on jest w porządku. Jak na podróż autokarem, ta jest wyjątkowo przyjemna. Zdjęcia z przystojniakami, własny grajek, postoje… Potajemne wędrówki. Jak to się stało, że tylko my odkryłyśmy drugi sklep? Teraz tylko przesunąć łóżko i znaleźć kogoś kto zabije tego cholernego pająka. Ej panie sąsiedzie, (nie)święty Mikołaju, pomóż pan! I błogość.
“Czasem ludzie to gnoje dbają tylko o swoje”
Mówiłaś, ostrzegałaś, a ja nie słuchałam. Ale znasz mnie. Wiesz, że ufam nie tym ludziom, co trzeba. Nie przestanę, może i mu już nie wierzę, ale wierzę w niego. Było minęło, miałaś rację. Jak pewnie zazwyczaj, ale ja i tak Cię nie będę słuchać, wiesz o tym. Ja mam idee! Wzniosłe! Które walą się jedna po drugiej. Ty umiesz dostrzegać prawdę, stoisz twardo i przywołujesz mnie do porządku, kiedy ja zbyt wysoko odlecę. I dziękuję Ci za to. Jak spadam to mniej boli. Gorzej jak obie odlatujemy.dsfsd
“Bo ja tańczyć chcę, może nauczysz mnie jak tańczy się, ja bujam się!” – Ola, Kuba, Kuba, Ola.
No i się zaczęło. Szał ciał, łap te kocie ruchy ziomek. Koncert, Łazienki, lis, kino, zachęta, Pudzian, ptasie mleczko i poradnik dla zranionych mężczyzn. Zbyt wiele powagi, kolego spóźniłam się tylko 5 minut, aaaa, dość. Ile płaczu, bólu i żalu…tylko znów nie mojego. Jestem ZUO! A teraz? Śmiech i zakwasy podbrzusza. Tak ja, chcę więcej, kogo przedstawisz mi następnym razem? Bo wiesz, ja jestem otwarta, chociaż trochę żałuję. Może mam skrupuły, cokolwiek by to nie było? Tak masz rację, nie moja wina. Cieszę się, że Ty żadnych skrupułów nie masz. Chodź, pomożesz mi, muszę komuś oznajmić koniec!
“Jak ja nienawidzę Twojej generacji”
I coś się stało. Koniec? Ale dlaczego. Stoimy na przeciwko, jak kiedyś. Ale bez słowa, jak nigdy. Patrzysz na mnie, a ja nie widzę Twojego zrozumienia. Brakuje mi rozmów, tekstów których nie rozumiem, pana senatora. Gdzie do cholery nasze plany? Jak ja zdobędę świat bez Ciebie? Ale nei ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Czasem trzeba coś stracić, żeby docenić tego wartość. Ja o nic nie pytam, wróciłaś i to najważniejsze. Dojrzałam, wiesz? Nie, nie jestem doroślejsza. Dojrzałam coś nowego! Zobaczyłam małego ptaszka, wykluwającego się z gniazda. Pomóż mi się nim zaopiekować!
“Morze nasze morze, Wiernie ciebie będziem strzec. Mamy rozkaz cię utrzymać, Albo na dnie na dnie twoim lec”
Wakacje! Bieszczady! I znowu mnie wykiwali. Więc mała zmiana planów, morze nasze piękne. Witaj Łebo. Wieczorne wypady nad morze, ‘czerwoni jak cegła’, zdjęcia bez flesza, wielkie łóżko, gumijagody, jan-dzban. Ucieknijmy! Ucieknijmy, ucieknijmy gdzieś razem, z dala od TV!
“ten pociąg nie pojedzie, jeśli Ty w nim nie będziesz”
No i jak mam jechać dalej. Znowu mnie opuściłaś. Tylko tym razem bardziej fizycznie. Ale to nieważne. Bo teraz to jeszcze cenniejsze. “tańczę, ja tańczę na łące, przecież łąka to słońce!” I tańczymy w nocnym świetle gwiazd, w porannym słońcu, z ciepłym croisantem i zielonymi czułkami, popijając likier miętowy, bijąc się z kostkami lodu, które wolą się rozpuścić, niż wpaść do kieliszka. Ale to tylko chwile, zazwyczaj jest piwo. Kino. Czerwony balonik ucieka, a my za nim biegniemy. Gonimy go non-stop. Oby pokazał nam dobrą drogę. W każdym razie wspólna wędrówka jest lepsza niż samotna, nieważne w którą stronę. Tu jest lepiej niż u pana senatora!